Pierre Celis Posted December 21, 2012 Share Posted December 21, 2012 z Pinty, czyli Sahti po polsku. W takim dniu mogła się pojawić recenzja tylko jednego piwa. A zatem jak wypadło pierwsze polskie Sahti, czyli Koniec Świata z Pinty? Piwo, które nie było gotowane, czyli de facto nie było warzone. Piwo … Continue reading → Wyświetl pełny artykuł Link to comment Share on other sites More sharing options...
baradnor Posted December 21, 2012 Share Posted December 21, 2012 Wygląda na to, że w Krakowie zostało już wyprzedane (choć sprawdzałem tylko na Karmelickiej i Teatralnym), ale jakby ktoś miał namiar gdzie można u nas dostać to cudo to będę zobowiązany. Link to comment Share on other sites More sharing options...
AndrzejKu Posted December 21, 2012 Share Posted December 21, 2012 Mam schowaną ostatnia but. zapraszam na Teatralne. Link to comment Share on other sites More sharing options...
baradnor Posted December 21, 2012 Share Posted December 21, 2012 Ekstra Wpadnę około 19 Link to comment Share on other sites More sharing options...
Bogi Posted December 21, 2012 Share Posted December 21, 2012 (edited) Otwieram niedługo. Rodzicom kompletnie nie smakowało, ale nie sugeruję się i czekam cierpliwie. O 10ej i 12ej końca świata nie było jednak, a czasu nie bardzo miałem, więc tradycyjnie na wieczór, żeby się sprząc z relacją na żywo. Nie wypalił kolejny, może dopiero po 20ej, w każdym razie wnioski z degustacji. Piwo się wyklarowało w piwnicy, jest lekko opalizujące, piana krótka, ale nieważne są chyba aspekty estetyczne. Górny aromat-bardziej owocowy-przecier bananowy, wódka morelowa, gdzieś takie coś wąchałem-wiem cydr z Lidl'a miał coś podobnego, zapach jest naturalny, mocny i długi, dolne nuty to bardzo słabo wyczuwalny chmiel (który jest podany w składzie, choć w oryginale ma go nie być), jakieś kwestie a'la chleb żytni, bardzo ulotne elementy wędzenia. Jak się posiedzi dłużej z nosem w tym piwie można to wszystko znaleźć, a nie opowiadać o kocim moczu (swoją drogą, ciekawe skąd tak dobrze jest znany im i smak i zapach ) W smaku piwo jest gęste, oleiste, fajna taka lambik'owa nuta gdzieś się plącze i pierwsza na myśl to cachaca z przejrzałych bananów mocno rozcieńczona. Podejrzewam, że oleistość daje jałowiec, bo jako takiego ja go tu nie wyczuwam-nawet w postaci terpentynowych absmaków. Piwo nie jest tak całkiem odgazowane, więc jest lekko musujące i przez to przyjemne. Jak się pije to piwo? Dziwnie, bo co raz dochodzą ciekawostki ze świata innych napojów i innych rozwiązań, przez co piwo staje się bardziej intrygujące. Oryginału nie znam-nie mam odniesienia, chętnie bym kiedyś poznał, w ogóle mnie ciekawi czy skoro we wszystkich innych trunkach jałowiec wydobyć jest nietrudno, dlaczego w piwie on się tam po prostu gubi i tylko tą oleistością-czytaj żywica jakoś tam się manifestuje. Skojarzenia są różne-rozcieńczona cachaca bananowa, bardzo stary dziki wręcz cydr albo liqueur des sapins. Jak w przypadku Rauchbock'a było albo love albo hate, tutaj będzie albo love albo HATE. Tym niemniej, brawo Pinta, bo na koniec świata, ten Koniec Świata jest dość udany. Nie sięgnę po drugą butelkę, bo jest to jednorazowy wybryk, ale kto nie próbował, to powinien, warto się dokształcić, choć nadal jałowiec widzę bardziej w alkoholu, ewentualnie w miodzie. Edited December 21, 2012 by Bogi Link to comment Share on other sites More sharing options...
Recommended Posts
Create an account or sign in to comment
You need to be a member in order to leave a comment
Create an account
Sign up for a new account in our community. It's easy!
Register a new accountSign in
Already have an account? Sign in here.
Sign In Now