Oczywiście wszystko było zacierane w lodówie turystycznej plus wężyk z oplotem. Fermentatory i komponenty zakupiłem w sklepie na Kobierzyńskiej.
Efektem są (a raczej były:lol:) red ale, pale ale, coś w rodzaju portera i stout.
W tej chwili mam na cichej red ale a na burzliwej coś w stylu wynalazek z własnego słodu podsypany carafą. Oczywiście wszystko w górnej fermentacji. Zabawa jest przednia, a efekt ujmujący