Skocz do zawartości

n4zarh

Members
  • Postów

    7
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez n4zarh

  1. Witam. Pisałem wprawdzie na forum już dwukrotnie z problemami co do mojej pierwszej warki, ale wydają mi się zdecydowanie mniej poważne niż to, o co spytam teraz. Na dzień dobry postanowiłem zakupić zestaw z brewkitem (zacieranie jeszcze nie wchodzi w grę). Do zestawu startowego dostałem Pilsnera od Mangrove Jack's (dla zainteresowanych instrukcja tutaj). Dokupiłem ekstrakt słodowy płynny, wstawiłem warkę (11BLG, więc raczej w porządku), wszystko wydawało się w porządku, piwo stało w temperaturze 18-21 stopni praktycznie przez cały okres (poza pewnym niemiłym przypadkiem, gdzie w ciągu pierwszych 3 dni temperatura skoczyła do 23 stopni albo minimalnie powyżej; miałem wtedy też nieszczelny fermentor, ale usłyszałem że to nie powinno nic zmienić). Wyglądało że wszystko jest w porządku, fermentor otworzyłem raz po 8 dniach (w celu sprawdzenia jak wygląda piwo na chwilę obecną). Piwa nie przelewałem na cichą, postanowiłem że zostawię je w tym samym fermentorze. Po 14 dniach otworzyłem pokrywę, zero śladów infekcji (tak przynajmniej mi się wydaje), nalałem do menzurki próbkę, cukromierz pokazał 4BLG - wygląda na to że wszystko w porządku... może poza tym że było bardzo mętne. Postanowiłem sprawdzić i zapach, i smak. Próbkę przelałem do szklanki, powąchałem... zdawało mi się że wyczułem zapach piwa, ale jednocześnie wydawało mi się że jest to zapach jakiś mocno kwaśny. Postanowiłem spróbować i piwo okazało się bardzo kwaśne, musiałem przepłukać usta wodą żeby pozbyć się tego smaku z języka. Pytanie jest proste: czy kwaśny smak (i zapach w sumie także) na tym etapie to kwestia zepsucia się/infekcji, czy coś czym nie powinienem sobie jeszcze zawracać głowy? Piwo prawdopodobnie zostawię jeszcze na kilka dni w temp. około 19-20 stopni, a potem rozleję do butelek... o ile jest sens rozlewania czegoś, co z miejsca jest skazane na wylanie do kranu.
  2. Tymi na drugim i trzecim zdjęciu się nie przejmuję - zdaje mi się że to była zwyczajna piana. Zakładam oczywiście że mówisz o tych kolejnych zdjęciach a nie o tym pierwszym - tam faktycznie zastanawiało mnie to białe malutkie "coś" w niektórych miejscach. Gdyby było mnie stać na dokupienie sprzętu, to pewnie wolałbym sprawić sobie gar 30l. by móc samodzielnie zacierać niestety na nowy fermentor mnie nie stać. Inna sprawa że od dodania drożdży i zamknięcia fermentora aż do dziś nie był on ruszany. Szczerze powiem że na pierwszy rzut oka żadna błona mi się w oczy nie rzuciła, dopiero po Twoim komentarzu zacząłem patrzeć pod tym kątem, więc całkiem możliwe że masz rację tak czy owak dzięki wam wszystkim za rady.
  3. Ten sam osad co na ściankach wokół powierzchni, nie zauważyłem niczego zielonego na samej powierzchni piwa. W takim wypadku (o ile nie doradzacie niczego innego) zostawię piwo jeszcze na kilka dni. No, chyba że powinienem spróbować coś z tym zrobić - jestem otwarty na wszelkie rady.
  4. Wrzucam jeszcze 2, mam nadzieję że pomogą w ocenie sytuacji. Jakość niestety marna, zdjęcia mogłem zrobić tylko telefonem.
  5. Witam. Jakiś czas temu pisałem tutaj w panice z powodu nieszczelnego fermentora - problem został rozwiązany, minął tydzień, wszystko wygląda prawidłowo. Dzisiaj postanowiłem sprawdzić stan piwa - ot, czy można już przelewać na cichą. Pierwsze pytanie wiąże się z tym co zobaczyłem. Wszystko ładnie pięknie, piany na wierzchu prawie nie ma (a po chwili zabrakło już prawie całkiem), ale zauważyłem na powierzchni dziwne białe "cosie". Na końcu pytań przesyłam zdjęcie - chodzi o to coś w dolnej części zdjęcia (tam jest najwyraźniejsze). Nie ma tego dużo, ale wolę się upewnić czy wszystko z tym piwem w porządku Czy fermentacja cicha jest konieczna? Nie pytałbym o coś tak prozaicznego gdyby nie fakt, że w znalezionej na necie instrukcji do brewkita z którego korzystałem nie ma w ogóle informacji o tej fazie i nieco mnie to zdziwiło. Czy i jak przeczyścić kranik przed przelaniem piwa? (Tak, burzliwa miała miejsce w fermentorze z kranikiem - nie pytajcie czemu uznałem to za dobry pomysł bo sam nie wiem.) Liczę na możliwie pomocne odpowiedzi.
  6. Hm, obawiałem się że coś poszło nie tak skoro po tej kilkugodzinnej przerwie i uszczelnieniu zbiornika piwo przestało bulgotać aż tak często dzięki wszystkim za rady, temat można zamknąć
  7. Witam. Liczyłem na to, że pierwsza w życiu warka przejdzie bez większych problemów i nie będę musiał się od razu udzielać, ale niestety wygląda na to że tak łatwo to nie będzie. Jeśli przegapiłem podobnego posta, to przepraszam z góry, nie udało mi się znaleźć odpowiedzi na moje pytanie przy pomocy szukajki. Dwa dni temu postanowiłem zrobić użytek z zakupionego sprzętu i zacząć warzyć pierwsze piwo (niestety sprzętu do zacierania jeszcze nie posiadam, więc musiał mi wystarczyć brewkit). Wszystko przygotowałem (niestety z pewną wpadką - stłukła mi się menzurka od cukromierza, na dniach będę szukać nowej), po upływie około 12 godzin piwo zaczęło burzliwą fermentację. Wczoraj sprawdzając pojemnik miałem wrażenie że wydaje mi się nieco niedociśnięty, mimo że wszystko początkowo wydawało się szczelne. Podrapałem się po głowie, docisnąłem, wszystko pracowało jak należy więc to zignorowałem. Około 5 nad ranem piwo jeszcze bulgotało w najlepsze. O 11 pobudka, wchodzę do pomieszczenia z fermentorem... i cisza. Włączyła mi się panika, zacząłem sprawdzać co jest nie tak... i zauważyłem szczelinę z jednej strony fermentora. Docisnąłem, przytrzymałem, po chwili piwo nieśmiale zabulgotało. Puściłem wieko - i znowu szczelina, a piwo pracować nie chce. Na chwilę obecną poradziłem sobie z tym obklejając wieko dookoła taśmą klejącą oraz kładąc na wierzch kilka dość ciężkich książek (pierwszy raz od 15 lat przydały mi się na coś Opowieści z Narnii ), ale obawiam się że nie jest to najlepszy sposób i że wieko nadal będzie przepuszczać powietrze do fermentora. Innym (niezrealizowanym jeszcze) pomysłem było zaklejenie szczeliny między fermentorem a wiekiem plasteliną albo czymkolwiek innym, co zatka dziurę. Stąd też pytanie: czy miał z Was podobny problem? W jaki sposób można sobie poradzić z fermentorem, który zwyczajnie odmawia współpracy? No i czy to w żaden sposób nie zaszkodziło zawartości? (Bulgotać bulgota, ale tempo pracy wydaje się dużo mniejsze niż poprzednio...) EDIT: skoro już przy tym jestem, to może ktoś z okolic Katowic wie gdzie można znaleźć menzurki?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.