Czyli, już potem, po napowietrzeniu drożdże mają tylko tyle powietrza co zdołaliśmy im zadać podczas mieszania itp. i co zostało pod pokrywą? Potem (niby, w wiekszości wypadków) zakładamy wypełnioną wodą /spotkałem się, że wódką itp. w razie jakby coś przedostało się do rurki i przypadkiem wlało się do brzeczki to jej nie zakazi/.Zdaje sobie sprawe, że nie jest to szczelny całkiem pojemnik ale za wiele tlenu już "nie wleci", racja?