Skocz do zawartości

HumanistaNG

Members
  • Postów

    29
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez HumanistaNG

  1. Ja też warzę pod siebie, ale, jak napisałem, mam 200 butelek w piwnicy i kolejne trzy zasypy już w poczekalni, więc zaczynają się tego robić dość spore ilości. Część mniej udanych pójdzie na podlanie grilla, ale i tam spodziewam się, że nie będę konsumował więcej niż 20-30% tego, co uwarzę. No, chyba że wyjdą jakieś rarytasy na 2 lata dojrzewania
  2. W sumie od razu wiedziałem, że będę warzył na poważnie. Dlatego od razu kupiłem gar o pojemności 50 litrów oraz zacząłem od zacierania zamiast puszek czy ekstraktów. BrewKit wziąłem tylko dlatego, że był w zestawie startowym w BA. Pierwsze zacieranie było wesołe. Kur*y i chu*e słały się tęgo... Problemy przy pomiarze temperatury, niekontrolowane odparowanie, rozsypane na podłodze słody etc. Generalnie kilka godzin działania w trybie gaszenia pożaru. Później poszło piwo drugie, następnie trzecie i ze trzy kolejne do dnia dzisiejszego. Do pewnego momentu rodzina traktowała to jak szajbę, która szybko przejdzie. Kiedy wydatki na sprzęt i surowce osiągnęły kwotę czterocyfrową, musieli przyznać, że nie jest to kaprys chwili. Ale prawdziwy przełom nastąpił dopiero dzisiaj... Wczoraj, w świąteczny poniedziałek, pochwaliłem się, że smakuje mi moja AIPA 16 blg, zabutelkowana zaledwie tydzień temu. Młode piwo, ledwie co nagazowane, ale nie mogłem się powstrzymać i buteleczkę 0,33 odkapslowałem. Rodzina, dotychczas nieszczególnie gustująca w moich piwach (co prawda w dobrych piwach po 7-10 zł również nie za bardzo) zażądała więc degustacji kilku butelek tego świeżaka. Niestety nie miałem schłodzonych, bo jeszcze stoją na refermentacji, więc dałem ciepłe. Pierwszy kapsel zszedł bez fajerwerków, drugi również. Ale przy trzecim i czwartym zrobiło się wesoło, bo wystąpił piękny gushing. Nie wspomniałem Wam, że przy rozlewie zapomniałem o filtracji chmielu z cichej przez pończochę, przez co liczyłem się z możliwością, że niektóre butelki zawierają drobinki chmielu. Niestety akurat te butelki trafiły na stół. Z degustacji wyszła klapa, bo młode piwo praktycznie nikomu nie smakowało. Broniłem honoru mówiąc, że faktycznie może jest młode, ale poza chmielem w butelkach, jest dokładnie takie, jakie miało być. I w sumie to prawda, bo bardzo w to piwo wierzę... Przełknąłem kpiny, ale postanowiłem, że się nie dam. W końcu fakt, że mam w piwniczce już jakieś 200 butelek nie może pozostać niezauważony. Dziś wieczorem postanowiłem otworzyć AIPĘ 14 blg, zabutelkowaną miesiąc temu. Wiem, że za wcześnie, ale już wcześniejsze próbki mi smakowały, więc nie widziałem przeszkód. Schłodziłem w lodówce, przepłukałem mój kielich Palm'a i wypełniłem go piwem. Powąchałem i powiedziałem, że jest dobrze. Obok siedział ojciec, który najgłośniej wczoraj kpił z najnowszej warki. Jak się dowiedział, że to ta wcześniejsza warka, zażądał próbki. Powąchał, napił się i powiedział, że lepsze niż wczorajsze. Poszedłem z piwkiem do siebie, a wychodząc słyszałem, jak ojciec wyszedł z pytaniem, czy ktoś chce Żywca, bo idzie do piwnicy. Ok, spoko. Jakieś 10 minut później wchodzi do mnie ojciec z puszką Żywca w dłoni i mówi, że teraz ten jego ulubiony Żywiec wydaje mu się jakiś taki płaski i bez smaku i bez goryczki. Że w zasadzie jak woda, siki jakieś, niczym najtańsze piwo. A później stwierdził, że jednak bardziej smakowało mu to moje piwo, którego próbował przed chwilą. Bo więcej ciała, bardziej aromatyczne, dłużej się posmak utrzymuje i tak dalej... Sądzę, że to właśnie jest chwila, w której coś się zmieniło. W dniu dzisiejszym uznałem, że może jednak jest nadzieja. O ile wczorajsza porażka z wypływającą pianą i ciepłym, młodym piwem trochę mnie podłamała, dzisiaj jestem podbudowany. Okazuje się, że nie tylko mi zaczyna smakować to, co stoi w tych niepozornych butelkach. Że powoli, wraz z upływającym czasem i dojrzewającymi warkami, zmienia się podejście do piwa wśród moich bliskich. Teraz nie tylko warzenie jest przyjemnością, ale mam nadzieję, że kolejne osoby zostaną odciągnięte od piwa koncernowego na rzecz ciekawszych smaków. Nie piszę tego po to, żeby się chwalić. Piszę dla osób, które być może jeszcze zastanawiają się, czy zacząć przygodę z piwowarstwem oraz dla tych, którzy boją się zacierania. Fakt, pierwszy raz to chaos. Ale drugie piwo wyszło moim zdaniem dobre. A trzecie to już porter bałtycki 22 blg na jesień. I każde kolejne warzenie sprawia mi coraz więcej frajdy. I chyba o to w tym wszystkim chodzi
  3. Nie sądzę, żeby to było przyzwyczajenie do koncerniaków, ponieważ od jakiegoś czasu pijam już tylko te ciekawsze piwa. Koncerniaków praktycznie nie piję. Piwo zabutelkowane 2,5 miesiąca temu. Żaden mocarz, bo dry stout 12 blg, więc bez rewelacji. Później to samo miała IPA na S-04. Mam na tych samych drożdżach jeszcze AIPĘ 16 blg, ale już po CC i żelatynie. Tydzień od zabutelkowania, więc dzisiaj spróbuję, zarówno dla smaku, jak i testu nagazowania. Na razie obwiniam drożdże, bo raczej z sanitacją sprzętu problemu nie ma.
  4. Witam, Mam na koncie ok. 5 warek, w tym pierwsza od ok. 2 miesięcy w butelce. W smaku piwa od początku (tj. od końca fermentacji, jeszcze przed butelkowaniem) pojawia mi się pewna wada. Lekko drożdżowa nuta, piwko smakuje jak podpiwek. Pojawiła się w dwóch-trzech pierwszych zacieranych warkach. Drożdże S-04. Moim skromnym zdaniem są to drożdże zawieszone w piwie, ale pytam, żeby się upewnić. Ostatnią warkę zrobiłem z żelatyną i cold crashingiem, więc mam nadzieję, że uda mi się pozbyć tego problemu. Pierwsza warka postała ok 2 miesięcy w butelkach i mam wrażenie, że nuta ta jest już mniej wyczuwalna, aczkolwiek ciągle obecna. Mieliście taki problem? Dobrze celuję w jego przyczynę? Czy może pomoże zmiana drożdży na lepsze (płynne) lub też dokładniejsze klarowanie piwa. Druga warka (AIPA), stała na cichej 2 tygodnie i nie pomogło.
  5. Czasem jest to litr, a czasem więcej Ostatnio zatrzymałem dekantację, jak już zasysało chmieliny, a po przefiltrowaniu przez pończochę wyszło mi dodatkowe 4 litry. Moim zdaniem jest po co się schylić No chyba, że jakiś mały stout, który zasypuje się 30g chmielu
  6. Oddzielam po cichej przez pończochę na dolnym końcu węża. Przecież nie jest nigdzie powiedziane, że pończocha przy przelewaniu musi się znajdować wysoko nad dolnym fermentorem. Trzymam ją zanurzoną z chmielem w dolnym wiadrze, a jak już przeleci co miało przelecieć, powoli wyciągam, pozwalając naturalnie odcieknąć resztkom piwa.
  7. Przecież ponowne zagotowanie i chłodzenie brzeczki zajmie znacznie więcej czasu niż odczekanie tych 20 minut aż chmieliny opadną. Poza tym po co kombinować z dzbankiem? Nie lepiej wygotowaną pończochę założyć na końcówkę wężyka? Namoczone w brzeczce 180g granulatu daje na oko jakieś 500-1000 ml błota chmielowego i to już pod częściowym odsączeniu. Gdyby to miało zwisać z wężyka, miałbym coś w rodzaju butelki coli 2l wiszącej na końcu, Poza tym nie ma szans, żeby taka ilość chmielu przeszła przez wężyk, chyba że będę świadomie zasysał chmieliny dekantując brzeczkę do fermentora. A w ten sposób przez pończochę przepuszczam jedynie ostatnie kilka litrów, których nie da się już zebrać wężykiem bez zasysania chmielin. Zagotowanie i chłodzenie tych kilku litrów i tak zajmuje mniej czasu niż ten, który upływa, aż mi całość brzeczki wystygnie do temperatury zadania drożdży. Niestety mimo chłodnicy nie jestem w stanie zejść z temperaturą brzeczki po chłodzeniu poniżej 50°C. To zasługa 50l gara (szerokie dno, przez co 20l nie sięga nawet do połowy wysokości) i stosunkowo wąskiej chłodnicy z BA, która kilkoma zwojami wystaje ponad brzeczkę. Ale na to nie narzekam
  8. W minioną niedzielę stanąłem przed problemem odfiltrowania chmielin z piwa, które warzyłem z użyciem 180g chmielu. Jako że dekantacja nie mogła w tym wypadku być skuteczna, sprawdziłem nowy sposób. Na plastikowy dzbanek z uchem o pojemności 3l naciągnąłem pończochę, której używam do filtrowania chmielin po chmieleniu na zimno, a następnie powoli wlewałem resztkę z dna kotła do środka. Jak płynu było ok. 2l, wyjmowałem pończochę, dokładnie płukałem i powtórzyłem operację, odbierając kolejne 2l brzeczki. W ten sposób praktycznie idealnie oddzieliłem chmieliny, bez konieczności długotrwałego oczekiwania na to, aż same opadną. Oczywiście później przegotowałem brzeczkę raz jeszcze. Od tej pory będę tak chyba wszystko filtrował, niezależnie od ilości chmielu wrzuconego do gara.
  9. Mój błąd, miało pianę 3cm, ale teraz już wszystko opadło, a fermentacja stygnie. W sumie nigdzie mi się nie spieszy, więc spokojnie mogę to zostawić na dłużej, ale zwyczajnie sądziłem, że jednak będzie trochę niżej z tym ekstraktem. Do ilu może zejść taki porter? Pewnie okolice 6-7 blg to maks. Czy możliwe jest odfermentowanie piwa >20 blg do poziomu <4 blg?
  10. Niedawno nastawiłem porter bałtycki. Zasyp: monachijski, wiedeński, caramunich III, carafa III + ekstrakt w płynie dodany do kotła. Zacierane: 10 min w 52°C, 40 min w 62°C i 15 min w 72°C. Ekstrakt brzeczki nastawnej to 22,5 blg. Drożdże (2 uwodnione saszetki s-23) zadałem w temp. 16°C i piwo pracowało przez 9 dni w temp. 16-15-14°C. Dzisiaj (po 9 dniach burzliwej - piana 3 cm, bulkało dobre 8 dni) zmierzyłem blg celem przelania na cichą i wyszło mi 9 blg. Balingometr skalibrowany. Czy to jest typowe odfermentowanie dla takiego zasypu, zacierania i drożdży? Sądziłem, że zejdzie niżej, w okolice 5-6 blg. Jakie macie wyniki na tych drożdżach?
  11. Witajcie, Jak pewnie duża część z nas wie, wysładzamy do pewnego minimalnego poziomu. Niezależnie czy jest to 4, 3 czy 2 blg, jakoś trzeba to zmierzyć. I teraz pytanie, jak to robicie? Aerometrem trzeba odbierać próbkę, zatrzymywać filtrację, chłodzić próbkę i dopiero spuszczać kolejny litr lub dwa. Macie może jakieś inne sposoby w tym zakresie? Zastanawiam się nad sensem zakupu refraktometru tylko do tej czynności. Z drugiej strony wysładzanie do objętości niby ma sens, ale chciałbym dokładnie mierzyć wydajność warzelni, więc np. wysładzałbym do 2 blg, żeby odebrać wszystko dobre ze słodu, zanim wyrzucę resztki.
  12. Temperatura 15-16°C to już odczyt z termometru ciekłokrystalicznego na wiadrze. Mam głęboką piwnicę, gdzie mogę trzymać piwo w 10°C. Miałem trochę za słabe drożdże, więc musiałem dać wyższą temperaturę, żeby uniknąć niedofermentowania lub ogólnie umożliwić dobry start drożdżakom. Do refermentacji dam trochę gęstwy zebranej z tego piwa po burzliwej. Może nie będzie rewelacyjna po 22 Blg i później miesiącu w lodówce, ale może da radę.
  13. Odgrzewam temat, ponieważ w ostatni weekend popełniłem porter bałtycki 22,5 Blg. Chodzi mi o burzliwą, cichą i ewentualnie dodanie drożdży/gęstwy do refermentacji. Nie dysponuję lodówką, burzliwa pracuje w 15-16°C. Drożdże S-23. Planuję zrobić 10-14 dni burzliwej, później 3-5 tygodni cichej. Do lagerowania nie mam warunków, więc pewnie od razu pójdzie do butelki. Pytanie, czy dodać jakiejś gęstwy, czy też jeszcze w piwie uchowa się trochę drożdży do nagazowania. W końcu będzie leżało przez pół roku, zanim zacznę próbować (o ile wytrzymam).
  14. Odgrzewam temat, bo potrzebuję w miarę szybkiej odpowiedzi. Czy drożdże Saflager S-23 uwadniać w jakichś niższych temperaturach niż drożdże górne? Z racji tego, że lagerowe etc? Czy może robić standardowo ok 25°C?
  15. Podpisuję się pod przedmówcą. Za wysoko zatarłeś i załatwiłeś enzymy. Ja popełniłem taki sam błąd przy pierwszym piwie. Niestety, będzie niski poziom alkoholu i wysoka treściwość.
  16. Zaraz wejdziemy w tematy czasu połowicznego rozpadu To moja trzecia warka, nigdy nie chmieliłem na zimno. Jedni piszą, że chmielą tydzień, inny że trzy dni, teraz Ty, że jeden. Wrzucę na tydzień, zobaczę co wyjdzie i zapiszę wrażenia z degustacji. A później będę kombinował ze skracaniem lub wydłużaniem chmielenia na zimno.
  17. Ja chyba zrobię chmielenie na zimno 7-dniowe, z czego 5 dni w pokojowej o 2 dni w cold crashu. Mam nadzieję, że dzięki temu żadna trawa nie wyjdzie z chmielu.
  18. A jak długo robiłeś CC względem cichej? Tzn. ile cichej i ile dni CC przed butelkowaniem? Długie trzymanie w niskiej temperaturze powoduje opadanie dużej ilości drożdży.
  19. Jaką temp miałeś na burzliwej? Burzliwa 21-22°C, cicha tydzień w 21°C, tydzień chcę zrobić na zimno (5°C). Ewentualnie półtora tygodnia w 21°C i ze dwa dni w 5°C. Drożdże S-04.
  20. Pytam, bo kalkulator surowca do refermentacji (klik) pokazuje mi na glukozie ok. 40g różnicy między butelkowaniem w pokojowej (20*) a w 5*.
  21. Witam, Będę za tydzień butelkował AIPA, któremu zamierzam zafundować cold crashing na cichej fermentacji. Piwo postoi ok. tygodnia w temperaturze nie przekraczającej 5°C. I teraz pytanie co do butelkowania, czy dać mu się ogrzać i butelkować w pokojowej, czy też rozlewać w tych 5*, robiąc korektę na surowiec do refermentacji? I jak taki cold crashing może wpłynąć na drożdże i sam proces refermentacji?
  22. Dzięki za podpowiedzi, będę szukał swojej metody. Po 2 warkach nie ma się co spodziewać cudów, wiec muszę jeszcze trochę poeksperymentować i dopracować warsztat. Szkoda tylko, że na rezultaty trzeba czekać tak długo. Gdyby dało się to piwko pić od razu, byłby szybki feedback co do jakości receptury i procesu.
  23. No właśnie 20 g gipsu przy np 40 l zwiększy ci poziom siarczanów o jakieś 249 ppm i wapnia o 116 ppm. To dość sporo. Przygotowuje wodę do warzenia w ilości 50 litrów, nie zdarzyło mi się żeby dodać taką ilość gipsu, bodaj 8-10 gram to maks. Zresztą dodawanie soli w ciemno jakby mija się z celem. Ale każdy robi jak chce Nie powiedziałem, że dodam całość. Tyle zamówiłem, a planowałem dodać "łyżeczkę", jak w przepisie. Niestety z gipsem jeszcze nie pracowałem, więc nie wiem, ile objętości wchodzi na 20g
  24. No właśnie To poratuj i się wypowiedz: Klik
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.