Cześć i czołem! Dawno mnie tu nie było.
Popełniłem w międzyczasie kilka warek, niewiele - przeprowadzka, brak czasu, potem brak kasy.
Potem wpadłem na genialny pomysł uwarzenia koźlaka majowego nie posiadając lodówki, co mi zablokowało sprzęt na kilka miesięcy i odebrało zapał na warzenie (ostatecznie wyszedł pyszniutki i byłem z niego bardzo zadowolony ).
Od paru miesięcy jestem na keto i nie mogę piwa, bo waga zbliżyła się niebezpiecznie blisko trzycyfrowej przy moim kurduplowatym wzroście, ale widzę już wylot tunelu, więc właśnie kończy mi fermentować mój klasyk, czyli IRA - w sam raz na wydupienie z ketozy w lipcu .
W międzyczasie porobiłem małe zakupy sprzętowe - zakupiłem Fermzillę 35 L wraz z lodówką, do której wchodzi i właśnie dzisiaj uwarzyłem pierwsze fermzillowe piwo .
Warka dwudziesta któraś - przyjmijmy #21 Chadziajskie Peasant Challenge (SH Challenger)
Miał to być best bitter i założenie było 33 L 10,7 °Brix (liczył brewfather), wyszedł ESB - 31,5 L 13,8 °Brix
Zasyp:
-Pale Ale Maris Otter 5,5 kg
-Crystal 160 0,55 kg
-Brown 0,22 kg
Zacieranie:
67 °C 90'
75 °C 15'
Filtracja szła tragicznie. Zrobił się beton, który musiałem nacinać co chwilę. Wysładzałem do 36 L
Chmielenie:
-Challenger 55 g 60'
-Challenger 25 g 20'
-Challenger 20 g 0'
Schłodzone do 22 °C
Zlewanie do fermentora szło tragicznie. Pieprzony hopstopper co chwilę się zapychał i przestawał przepuszczać. Ten system bez kranu, tylko z rurką do góry jest do dupy. Dawno się tak nie nakląłem przy zlewaniu.
Zadane 24 h starterem FM10
Wstawione do wyłączonej lodówki w celu izolacji - w piwnicy mam 16 °C, a chcę trochę estrów i przez dwa dni nie dokręcam na manometrze.