Jump to content

lechu555

Members
  • Posts

    492
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    7

Everything posted by lechu555

  1. Powyższe piwo wyszło tragicznie, jak 5-ta warka na tej samej gęstwie. W ogólne nie weizen, zero bananów i gryzący goździk nieprzyjemny. Poszło do wylewu. Chyba naprawdę jest coś na rzeczy z tym, że drożdże mutują z warki na warkę. Zakupiłem ostatnio te drożdze bo były w promce na homebrewing.pl bo kończył się ich termin ważności(do 15.02) i bez żadnego startera przejadły mi 27l brzeczki w 3 dni z 12stu BLG do 2. Zadane jakoś nisko w 10 stopniach i przeniesione do pokojowych 19.5. Pierwszy dzień bardzo ładne banany w zapachu, drugi dzień siara jak siemasz, trzeci dzień siarka już mniejsza, bananów nie czuć pod nią, chociaż na upartego coś tam wyczuje się, mam nadzieję tylko, że pojawią się one w butelkach, ale piwo jest ok jak na ten etap, zbożowe głównie, chlebowe, pszenno- tostowe, podobnie jak w naszych rodzimych FM gwoździe i banany. Dziwi mnie trochę ich prędkość i mam nadzieję, że to nie jest objaw złego przebiegu fermentacji i utraty tego co istotne w weizenie
  2. To w końcu te novalagery i diamondy nadają się na pilsy czy nie? A jeśli nie to do czego?
  3. Zamówiłem WLP838, zobaczymy, raczej wątpie by to była kwestia drożdży, ale dam im szansę. Najpierw nie będę modyfikował wody poza ph, potem pogotuję ją w celu zmiękczenia.
  4. Możesz podać szerokodostępne przykłady słodowych pilsów wg Ciebie ? Chce tylko sprawdzić czy mówimy o tej samej słodowości. Próbowałem również dodatki słodów specjalnych, ale to nie dało nic w tę stronę, której szukamy, co nie znaczy, że nie dało nic. Co lagerowania to niestety, ale to nie to. Smak ten jest wybitnie czuć od razu po fermentacji. Nie wykluczam, że jakoś może się pojawić w wyniku lagerowania, ale wychodzi na to, że nie jest to niezbędne.
  5. Kurde, a ja w tamtym tygodniu dla przypomnienia sobie kupiłem Kormoran Pilsner, Kormoran Lager i Kormoran Chmielowy Lager. I co ? I guzik, ani śladu po tej jęczmiennej słodowości. Najwidoczniej owa jest dziełem bardziej przypadku niż zamierzonego działania. Moja najaktualniejsza próba to zacieranie bez regulacji ph (to dopiero zbiłem przy chmieleniu) z wcześniej zagotowanymi płatkami jęczmiennymi (15%), oraz z dosyć mocnym gotowaniem 5 litrów (na 15l) zacieru przez 40 minut w osobnym garze. Niestety również tutaj brak zauważalnej różnicy. Swoją drogą zero taninowości ze słodu. Prawdę powiedziawszy też nigdy nie trafiłem na taninowe od słodu piwo. Przetestowałem już sporo drożdzy i chyba wydaje mi się, że to nie w nich istota rzeczy. Lallemand Diamond, W34/70. Wyeast Pilsen Lager, WLP830. Ze słodów próbowałem również chociaż w małych % zasypu słody: wiedeńskie (10%), melanoidynowy (5%), carabody (5%), monach (5%), nic nie dały. Zresztą nie tutaj też bym szukał przyczyny bo jednak udało mi się to uzyskać na zwykłym pilsie z dodatkiem kaszy jęczmiennej. Nie modyfikuję też w wodzie nic poza ph. Nie jestem pewien, ale BYĆ MOŻE za jedynym udanym razem przegotowałem wcześniej wodę, celem zbicia chociaż trochę twardości i potem w takiej zacierałem, ale teraz już nie pamiętam. Czasami jak się kasza przypali to nad tą warstwą przypalenizny jest trochę bardziej zabrązowiona warstwa całkiem zjadliwej kaszy (chociaż spaleniza z dołu przebija się wyraźnie w zapachu) i wydaje mi się, że musimy jakoś w kontrolowany sposób doprowadzić do tego stopnia jakąś część słodu by wypuściła właśnie ten brąz. Jak mniemam ta właśnie powstaje w wyniku reakcji Mailarda i chyba to właśnie mają ma myśli ci co bronią skuteczności dekokcji. Póki co przerwa na uwarzenie jakiejś pszenicy bo też ile można nawarzyć lagerów w poszukiwaniu słodowości z tematu... Ale potem wracam.
  6. Dobra dopiero teraz doczytałem. Więc tak: w młócie w worku zostanie niewiele, może z litr po wyciśnięciu. Sam będziesz widział ile nalałeś do zacierania, a ile masz po wyciśnięciu. U mnie w praktyce tak to właąnie wygląda. Ja też używam podobnego stosunku wody do słodu 7:1 i przynajmniej półtorej godziny mi schodzi gotowanie. Więc nastaw się na tyle. Zrozumiałem, że chcesz gotować chmiel w worku do biabu. Jeżeli tak to POD ŻADNYM pozorem. To śmierć dla worka przez przypalenie i przywarcie do garnka. Ja specjalnie worek muszę podnosić podczas zacierania jeżeli chce zacier podgrzać (chociaż nauczyłem się tak ustawić delikatne grzanie by ustalona temperatura mi nie spadała, a worek to przetrwał bez problemu), a co dopiero zafundować mu wrzątek. Mowa przynajmniej o worku z woalu. Chyba, że chcesz wrzucić chmiel już po gotowaniu na aromat i smak w takim worku gdy brzeczka się troche schłodzi. Do 80 stopni worek bez problemu podgrzewałem jak robiłem mash out, więcej nigdy nie sprawdzałem. Wora nie trzeba dociążać. Sitko, które polecił @Retersto najlepszy zakup w moim piwowarski życiu. Tyle brzeczki ile odzyskałem nim z błota po gotowaniu to żadne wiry mi nie dały. Ogólnie to u mnie z błota powstałego po 3kg słodu, przefiltriwanie tego zajmie ok 2 godziny. Najpierw przelewam ile się da znad osadu i już zadaje drożdże do tego, a resztę dolewam potem. Nie, nie miałem jeszcze ani razu infekcji, ale jak ktoś się boi to niech podgotuje przefiltrowaną część i schłodzi w lodówce czy na dworze. Tyle ode mnie. Chyba, że ja coś źle zrozumiałem...
  7. Kilka a 20-30 minut to trochę jednak różnica. Co do goryczki: nie przejmuj się, że po gotowaniu brzeczka jest w opór gorzka bo każdy podczas pierwszej warki pewnie kiedyś pomyślał wtedy, że oho, no to spie****em piwo. Potem nierzadko okazuje się, że trzeba dochmielić.
  8. Nie no, bez przesady A co do chmielenia na aromat to możesz rzucić wszak ten chmiel rzucić podczas chłodzenia gdy brzeczka będzie miała ok 80 stopni i mieszać (tutaj różnie podają). Myślę, że to lepsze niż rzucanie chmielu 5 minut przed zgaszeniem palnika.
  9. Trochę pseudoakademicko to ujmę, ale ja jestem w stanie uwierzyć we wszystko co ludzie raportują na temat każdych drożdży i chmieli, procesów, i uzyskiwanych przez nie rezultatów. A to z prostego przeświadczenia o ogromnym, moim zdaniem, problemie w piwowarstwie domowym (aczkolwiek myślę, że dotyczy to też przemysłowego) jakim jest powtarzalność jakości składników (słody, drożdże, chmiele), a co za tym idzie powtarzalność warzenia i utrzymanie jej w jakimś sensownym szerszym okresie, stąd można robić piwa wg tego samego przepisu na przestrzeni lat, zaprzęc dokładnie ten sam proces, składniki, starania, środki ostrożności, a i tak jednego roku wyjdzie piwo takie, a parę lat później wyraźnie ono odbiega on niego. Ba, nawet robiąc to samo jedno za drugim potrafi się uzyskać inne rezultaty. I nie mówię tutaj o dostrzeganiu niuansów na poziomie sędziowskiej szarlatanerii, tylko o różnicy jakościowej, którą wychwyci szary człowiek, nawet jeśli jej nie będzie umiał fachowo nazwać i nie będzie wyposażony w 'sędziowski aparat poznawczy'. Nie wiem jak u Was, ale jak sięgam pamięcią tak NIGDY nie udało mi się uzyskać prawdziwej powtarzalności, takiej, która pozwoli mi być pewnym tego samego rezultatu za (prawie) każdym razem, każda seria tego samego piwa zawsze ostatecznie (dosyć szybko) była przerywana przez wystąpienie w niej takiej warki/ek, które pomimo, wydawałoby się tego samego postępowania z jakiegoś powodu nie były takie same, i nie chodzi mi czy byly gorsze czy lepsze - po prostu nie te same, w sensie, że nawet laik na ślepo poczuje różnicę. I mając na myśli te same nie chodzi mi o bycie tym samy w punkt tylko w jakims wąskim dopuszczonym przez nas zakresie. Statystyka mówi, że każda seria kiedyś zostanie przerwana, pytanie pozostaje: jak długo owa seria utrzyma się (de facto jak długo utrzyma się powtarzalność) i jak szybko wrócimy do niej (do tej powtarzalności) po jej przerwaniu. I to chyba najlepsza miara do oceny zasadności jakiegoś twierdzenia i na ile te twierdzenia są odporne na przerwanie serii powtarzalnych warek. No bo co innego gdy mamy serię: XXXXXXXXXXXOXXXXXXXXOOXXXXXXXXXX a co i innego: OOOOOOOOOOXXXXXOOOOOOOOOOXOOOO (X to powtarzalny efekt, O to wyraźna odchyłka od X) I teraz można by argumentować 'a ja zrobiłem tak i mi się udało', albo 'zrobiłem tak i guzik to dało', biorąc do tego odpowiedni punkt startowy i szerokość, czyli jak ułoży nam się seria i jak szeroki jej fragment weźmiemy do rozważań. Tylko zostaje pytanie jak długo będzie się tak udawać. Jeżeli ktoś ma tak wszystko opanowane, że za każdym razem wychodzi mu bardzo blisko tego co sobie zaplanował, zwłaszcza na przestrzeni lat to znaczy, że opanował proces i wpływ rozrzutu jakości składników jest znikomy, albo potrafi go zminimalizować w opór i ma narzędzia do tej minimalizacji i potrafi z nich świadomie korzystać, ergo jest świadomy wszelakich zjawisk, które może napotkać po drodze i umie je ujarzmić. Dlatego jestem w stanie uwierzyć, że na pewno da się uzyskać czyste lagery w wyższych temperaturach jak i że start fermentacji na US05 poniżej ich jakiegoś przyjętego optimum też przyniesie pozytywne efekty, które będą raportowane przez piwowarów. Ale zawsze zostaje mi pytanie: jak bardzo powtarzalne są to efekty na przestrzeni wielu tych samych warek. Oczywiście ciężko jest sprowadzić takie coś do rozważań nad jedną zmienną - to zdaje się robić brulosophy: sprowadzić proces by tylko jedna zmienna wpływała na efekt końcowy i badać jak ta jedna zmienna wpływa na ostateczny rezultat, aczkolwiek robi on to w pojedynczym doświadczeniu, a nie w serii, nie sprawdza powtarzalności, aczkolwiek trudno się dziwić bo to żmudna robota tyle warek stukać, a też nie jest to za darmo. Wyeliminowanie wpływu pozostałych zmiennych też bywa karkołomne bo jest ich niemało do wzięcia pod uwagę, a co dopiero biorąc pod uwagę, że mogą być takie, o których na dzień dzisiejszy nawet nie wiemy. To jak? Na ile są powtarzalne Wasze działania? Ale tak z ręką na sercu
  10. Z tym ścinanym zbożem to bardzo dobry deskryptor, na który nie wpadłem! Skórka chleba już trochę mniej o tyle, że piłem tego Polskiego Lagera i on skórkę, świeżo pieczonego chleba miał wyraźną, ale to jeszcze nie do końca to co mam na myśli, chociaż zdecydowanie jakby z tej samej rodziny slodowości. Deskryptor siana też pojawił się na przeszukiwamym przeze mnie forum, więc zapewne mówimy o tych samych, albo chociaż bliskich wrażeniach. A sam dekokt długo gotowałeś czy tylko do wrzenia i spowrotem do reszty zacieru? @Retersmoże nie do końca chodzi o osobiste preferencje tylko o dostrzeganie czegoś abstrahujac od tego czy to nam smakuje czy nie. Jestem niemal pewien, że niezależnie czy ktoś ten smak będzie czuł lżej czy ciężej i czy ogólnie go lubi to niemożliwym jest by w ogóle nie dostrzegł go obiektywnie. Nie mówię tutaj o marginalnych przypadkach, że ktoś tam 'genetycznie' czegoś nie ma możliwości wyczuć, tylko bardziej o zjawisku społecznym jakim jest 'common sense' , po naszemu coś a'la 'zdrowy rozsądek', czyli jak 10 osób patrzy na trawę i widzi ją zieloną to coś w tym musi być, jakiś powód dlaczego tak im się to jawi w większości, nawet jeśli znajdzie się ktoś inny dla kogo nie jawi się ona taka. Nie wiem czy dobrze to wytłumaczyłem.
  11. @Retersmiałem wrzucić akurat link gdzie ten temat jest poruszony w kontekście niemieckiego lagera: https://www.homebrewtalk.com/threads/that-german-lager-taste.695430/ i przeczytaj sobie post usera Protos: "You might try to do a simpler experiment AND still a true and authentic single-decoction. Just do all the infusion steps you fancy and during the last dextrinization step (at 68° or 72°C), instead of immediate Vorlauf, just scoop the grains by a colander from the mash tun and boil them in a kettle for 10 to 45 minutes. Keep the liquid wort in the tun at the same T°, while you're boiling the grains. Then just return the boiled grains to the tun, and then lauter. Voila, you've got all necessary melanoidins and tannins in your wort and authentic decoction flavour in your beer! It's really that simple. The process is the same if you brew in a bag. All extras you need is just another kettle and 10 to 45 mins to boil the grain." Może tutaj droga by wziąć trochę tych ziaren i łusek z zacieru i pogotować by puściły taniny, a potem dodać to do zacieru. Nadal jeszcze pozostaje kwestia przy jakim ph bo jam mam wrażenie, że tych tanin czy garbników to przy moim ph 5.2 to nie przechodzi nic. Właśnie zapytałem ziomeczka, od którego dostałem kiedyś takie piwo o to czy pamięta ph zacierania i odpisał: "nie regulowałem ph w ogóle", a w składzie pilzeński i kasza jęczmienna (20% zasypu). Mnie się wydaje, że krąg poszukiwań zacieśnia się coraz ciaśniej wokół dostawania się tanin i garbników do brzeczki i posiadania nad tym jakiejś kontroli. Jestem też niemal pewien, chociaż było to dawno, że owego posmaku NIE BYŁO czuć w momencie zadania drożdży, więc powstaje on raczej wskutek fermentacji i widocznie coś się tam dzieje podczas niej co uwydatnia ponad próg wyczuwalności ten właśnie posmak. Aż tak dokładnie nie pamiętam, a może sobie teraz wmawiam, żeby potwierdzić swoje przypuszczenia, ale wysładzałem wtedy symbolicznie 3 litrami wody z kranu bez modyfikacji jej ph, co lepsze ja zacieram w worku i woda wsiąkła w młóto w worku po czym wszystko to wycisnąłem, a z worka przechodzi też i osad. Póki co robię jeszcze lagera z płatkami jęczmiennymi (15% zasypu), jeżeli to nie przyniesie efektu to następnym razem poczynię wyżej opisaną dekokcję i dam znać czy pomogło. Wspomniałeś też o Królewskim i to by się zgadzalo, pamiętam jak dziś, że 8 lat temu jak piłem króla z ówczesną dziewczyną (stad pamiętam) i właśnie było to wyraźne! (bynajmniej nie zasługa niewiasty). Nie żebym stawiał to piwo za wyznacznik, ale ten smak był nie do nieodnotowania wtedy. Dzisiaj w królach tego w ogóle nie czuje, za to z jakieś pół roku temu piłem Żywca z kija i tam też to było do wyczucia chociaż reszta ohydnych 'smaków' rzygów i rannego kaca (taki smak) uprzykrzała jak można owe doznania. Piw z lat 90tych niestety nie miałem możliwości nigdy spróbować. Ze sklepowych kraftowych to pamiętam, że w lidlu Miami Lager z Innych Beczek miał to oraz któryś kormoran, chyba Świeże Lager. Na pewno NIE MA tego pilsner urquell, ani jagiełło chmielak, ani Trybunał Eksport, ani Zlaty Bazant, ani Maryenshtadt Polski Lager [będę dopisywał w miarę kolejnych próbowanych piw]. Wymieniam je by ktoś nie bral ich jako punkt odniesienia w dyskusji. Dałem 5% do ostatniej warki, po fermentacji tego nie czuć, poszło w butelki, więc już jedyna szansa, że pojawi się to w trakcie leżakowania (wątpię, ale zobaczymy). Chyba jednak nie o melanoidyny chodzi, aczkolwiek przynajmniej nie one same.
  12. Tak czytam sobie na zagranicznych forach i ludzie opisują ten posmak słodowy jako 'tannic' czyli to by faktycznie kierowało nas w poszukiwaniach w stronę łuski o ile mają na myśli ten smak sam co i ja. Przyszło mi na myśl, że może to nie jest kwestia drożdży, wszak mi się to udało właśnie na W34/70 i piłem już przynajmniej dwa piwa, o których wiem, że były na tych drożdżach i miały to jeszcze lepiej ogarnięte, a były w 100% na słodzie pilzeńskim, a same drożdże znane są raczej z tego, że dają raczej piwa puste ze słodów podstawowych. Może jednak trochę tych garbników musi się wypłukać z łuski podczas zacierania by efekt był odczuwalny. Pierwsze co przychodzi na myśl to zrobić jakąś mini dekokcję, albo nie zbijać aż tak ph zacieru do książkowych wartości, mając na uwadze ogólny wpływ ph. Nic nie sugeruje, głośno myślę.
  13. A coś z posmaków zbożowych ze słodu dają? Szykam drożdży, które dają ten wyraźny posmak ze słodu, nie mam na myśli pełni z cukrów resztkowych, nie do przeoczenia nawet przez totalnego amatora, coś jakby łuska słodowa, kasza jęczmienna - dla mnie wyznacznik dobrego lagera.
  14. Gorzej jak daje ostry posmak kojarzący się z orzechami laskowymi, który potrafi się i pół roku układać. I ni czorta nie wiem od czego to zależy. Jakoś nigdy nie umiałem ujarzmić karmeli. W ogóle mam wrażenie, że coraz mniej warek udaje się dowieźć do szczęśliwego końca...
  15. U mnie nie pogarszało się, nie żeby było źle, ale na pewno nie to co sobie zaplanowałem
  16. miałem DOKŁADNIE to samo na Wyeastach Pilsner, fermentacja ciśnieniowa, zadanie w ok 10 stopniach, nabicie ciśnienia i powoli się ogrzewał do 20 stopni w pokoju pod 2 barami. Goździk ewidentyny i nie chce zejść, zawaliłem to ostatecznie citrą i mosaiciem i przykryły go, i piwo się uratowało, aczkolwiek lager to to już dawno nie jest. Wcześniej zwalałem winę na możliwy underpitching jako, iż jak debil nie poczekałem aż zawieszone drożdże w starterze całkowicie opadną, tylko wylałem to co z nad osadu, a osadu na oko to nie było za wiele. Ale chyba jednak nie tutaj była przyczyna.
  17. Może nie do końca w temacie, ale coldcrashowałem se lagera na podwórku no i nadeszły niespodziewane mrozy gdy mnie nie było i ok 10 godzin tak stało i w końcu zamarzło. Że gęstwa po takim mrożeniu ruszy to wiem, natomiast czy nie zdążyły drożdże pozdychać na tyle by pitch rate poszedł się kochać i zabraknie na następną typową 20l warkę?
  18. To może być jakiś trop. No pewny dezynfekcji to na 100% nie jestem nigdy. Z tym narastaniem ciśnienia po zakończeniu fermentacji to raczej też nie wzrasta chociaż piwo jest wyraźnie ciągle nagazowane, ale to raczej z tego względu, że część CO2 pod ciśnieniem się rozpuści w objętości piwa. A te drożdże to już działają w trakcie fermentacji czy raczej odzywają się już później w butelkach ? U mnie pod koniec burzliwej już zaczyna się wyraźnie redukować smak.
  19. Ktoś może próbował ? Wydaje się, że to taka fmowska wariacja na temat drożdży Novalager, ale mogę się mylić.
  20. Zerkłem teraz i chlorków mam 30mg, a siarczanów 60. Ale, żeby aż takie to miało znaczenie? Miałem wrażenie, że to bardziej kolejna możliwość na podrasowanie jakości piw, ale, żeby to mialo kluczowe znaczenie to zdaje się, że nikt tak nie twierdził na forum. No chyba, że?
  21. Raczej nie. Coś by jednak w dmaku było czuć, piwo jest do wypicia, ale po prostu bardziej jako zamiennik wody. Do orzechów, paluszków , czipsów się nadaje No i też potraktowałem kega NaOH. Rozumiem, że ciśnienie ciągle utrzymujesz w pokojowej. A o takim działaniu dzikusów wypłaszczającym smak to jeszcze nie słyszałem. Jeżeli mi się trafiła infekcja kiedyś to po prostu zawsze nieprzyjemnje kwaśniało. Znam temat. Przerobiłem lutra Kveiki od Fermentum Mobile w lato, ale tam też nie uzyskałem za bardzo słodowości. Robiłem bez ciśnienia bo co mi za różnica jak w 4-5 dni było pozamiatane. Wody nie modyfikowałem, jedynie ph. Z solsmi kiedyś spróbuje, może to coś da, ale wydaje mi się, że też nie tutaj pies pogrzebany bo jednak problem nie z balansem bo jednak mało słodowości z małą chmielowością tworzy idealny balans i nic nie wysuwa się na pierwszy plan bo jednego i drugiego jak na lekarstwo w moich lagerach.
  22. Nie macie problemów z uzyskaniem słodowości w swoich lagerach gdy fermentujecie pod ciśnieniem (1-2 bary)?. Już kurde n-ta warka i piwo ma chyba mniej smaku niż koncerniak, a jedyne w czym jest lepsze to to, że nie ma chamskiej goryczki (zaczynającej się jeszcze fajnie, a kończącej się uczuciem zrzygania się) , którą swoją drogą też jakby się wytłumiła, raz dałem nawet 60g/20l Iungi i mam wrażenie, że piwo jest dużo niedochmielone. Walę po 50-100g na whirpoola różnych chmieli Saazy, Lubelskie, Marynki, Premianty i smakuje jakbym ich wcale nie dał. Próbowałem już różnych drożdży W34/70, Fm Bohemska Rapsodia, Wyeast Pilsner Urquel, teraz leci WLP830 i mam wrażenie, że albo te drożdże niczym się w finalnie nie różnią, albo fermentacja ciśnieniowa wyjaławia z piwa niemal wszystkie smaki. Daje monacha, wiedeński, melanoidynowy, kaszę jęczmienną w różnych proporcjach i średnio to coś daje. Sęk w tym, że od czasu do czasu pobieram sobie próbkę podczas burzliwej i słodowość jest, jęczmienność, łuskę czuć ewidentnie i musi to być w wyniku pracy drożdży bo przed rozpoczęciem fermentacji tego, rzecz jasna, nie ma, a więc drożdże jednak coś produkują tylko nie dowożą tego do końca i po burzliwej jest pusto jak we łbie nastolatki. I nie chodzi mi też o cukry resztkowe. Nawet przy małej ich pozostałości posmaki słodowe są wyraźne w piwach. Leżakowanie też niczego w tej kwesti nie zmienia. Przy tym wszystkim naszła mnie myśl, że powszechne przekonanie, że drożdże dolnej fermentacji mają być neutralne i nic nie dawać jest trochę za dużym chyba uogólnieniem patrząc na moje doświadczenia...
×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.