-
Postów
2 426 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
9
Typ zawartości
Nowości
Receptury medalowe
Profile
Forum
Galeria
Pliki
Blogi
Wydarzenia
Sklep
Collections
Giełda
Mapa piwowarów
Treść opublikowana przez Stasiek
-
warka 51 - S28 szkockie warzona 2009/11/26. Powinieniem napisać szkockie mocne (Scottish Heavy), ale przy 10°Blg jakoś mi to mocne nie chce przejść przez klawiaturę. Mam do wykorzystania kilka kg ekstraktu słodowego: dziś pierwsza próba warzenia z ekstraktów i ze słodów specjalnych. Woda: kranówa. Dzień wcześniej wlana do garnka żeby się trochę odstała. "Zasyp": - cara-crystal 0,3kg 10,9% (w stosunku do wagi całości, tj słody + ekstrakty) - jęczmień palony 0,05kg 1,8% - ekstrakt słodowy jasny WES 2,4kg Słody w woreczkach muślinowych włożone do wody w temp ok 50°C. Podgrzane do 67°C - ok 20 minut Podgrzane do 72°C - ok 15 minut Woreczki ze słodem wyjęte, przepłukane gorącą wodą i wyciśnięte. Podgrzane prawie do wrzenia i dodany ekstrakt słodowy. Chmielenie: - 60' - Marynka szyszki '09 - 8g - 20' - Challenger granulat - 10g - 5' - Lubelski szyszki '09 - 10g Wyszło 18l brzeczki prawie 10°Blg. Zebrałem jeszcze ok 1litr osadów - ale nie wiem ile z tego uda mi się brzeczki odzyskać - na razie stoi całość w lodówce. Brzeczka schłodzona do ok 18°C, zadana nastawionym poprzedniego dnia ok 0,4l starterem drożdży 1728 Scotish Ale (dzięki Hasintus!). Fermentor od razu zwiozłem do piwnicy - stoi w temperaturze ok 17°C.
-
Warzenie z ekstraktem i ziarnami specjalistycznymi
Stasiek odpowiedział(a) na scooby_brew temat w Artykuły i opracowania
Wczoraj w nocy nastawiłem piwo w ten sposób. Co z tego będzie, zobaczymy. Na razie krótki opis co i jak zrobiłem, bo nie jestem pewien wszystkich punktów oraz kilka uwag/pytań odnośnie procesu. Do zaparzania dałem 300g cara-crystal oraz 50g jęczmienia palonego. Oba słody ześrutowane dość drobno. Zresztą zarówno karmelowe jak i tym bardziej palone ciężko grubo ześrutować. Słody przełożone do siateczek muślinowych (tych od chmielenia) włożyłem do wody w temp ok 50°C, podgrzałem do ok 70°C i trzymałem w temp 68-72°C ok 30-40 minut. Potem wyjąłem, "wysłodziłem" kilka razy przelewając gorącą (prawie 80°C) wodą. Potem podgrzałem do wrzenia i dodałem ekstraktu słodowego. Reszta, to już "normalnie"... Uwagi: 1. Drobinki palonego jęczmienia i słodu przelatują przez oka siateczek. Chyba lepiej spróbować z czymś mniej przepuszczającym (pielucha? pończocha? jakiś materiał?) 2. Nie wiem czy potrzebnie "wysładzałem" - przez to jeszcze więcej drobinek słodu przeszło do brzeczki. Może powinno wystarczyć samo obcieknięcie. Ew. wyciśnięcie? 3. Zanim podgrzałem to dokonałem wstępnej dekantacji znad osadu (przelałem przechylając garnek - nie bawiłem się wężyki - mam nadzieję, że się mocno nie natleniło). 4. Mimo zlania znad osadu i tak podczas podgrzewania i chmielenia na pianie zbierały się drobinki słodu - początkowo zbierałem to łyżką, ale potem darowałem... 5. Zanim dodałem ekstraktu zmierzyłem z ciekawości gęstość: nie było nawet 1°Blg. Wydajność raczej średnia. 6. Po schłodzeniu brzeczka wyglądała na w miarę klarowną - większość osadów została na na dnie garnka. Generalnie, nie powiem, całkiem ciekawe doświadczenie. Zdecydowanie krócej niż pełne zacieranie (odchodzi czas filtracji oraz przynajmniej połowa czasu zacierania), a niewiele dłużej niż z samych ekstraktów. Największy mój niepokój wzbudzały te fragmenty słodu które przeszły do brzeczki. Wydaje się że większość została razem z osadami, ale przez godzinę było razem wszystko gotowane. Czy to nie wpłynie na smak? Zobaczymy. -
No w sumie to jak sama nazwa wskazuje jest to górna fermentacja. Ale na tych drożdżach to już trzecia warka i dopiero przy tej była taka piana... Zebrałem. Na razie stoi w słoiku w lodówce... A tymczasem dziś pierwszy raz uskuteczniam warzenie z "parzeniem" słodów specjalnych. 300g cara-crystal oraz 50g jęczmienia palonego właśnie się parzy w woreczkach muślinowych w temp ok 68°C. Ale chyba ten jęczmień za drobno ześrutowałem, bo przelatują palone drobinki przez woreczek. No nic... zobaczymy... to co będzie pływać po wierzchu to zbiorę, a to co spadnie na dno może zostanie z osadami...
-
Ale wątpliwe, żeby ten silikon wytrzymał gotowanie. sindbad64: też czekam na wynik eksperymentu. Niby piszą, że farba ta wytrzymuje 150°C, ale tylko na sucho... Ale piszą też, że jest nierozpuszczalna w wodzie... Ciekawe, ciekawe...
-
Dekokcja to m.in. gotowanie części zacieru przez kilkanaście minut. Nie zrobisz tego w lodówce. Ja w kilku piwach robiłem "mini-dekokcję" - tzn odbierałem nie 1/3 zacieru tylko dużo mniej: 1/4 może nawet 1/5 i to gotowałem. Ale szczerze mówiąc nie wiem czy miało to jakiś wpływ na smak...
-
A jaką zaprawką chcesz to naprawić? Szukałem jakiś czas temu czegoś do naprawy odpryśniętej emalii i owszem znalazłem, ale... do emalii np. z wanny. Wątpię, żeby można to było zastosować do produktu mającego styczność ze spożywką. Tym bardziej, że będzie w tym garnku ponad godzinne wrzenie... EDIT: ale jeśli znajdziesz taką zaprawkę to daj znać. Przydała by mi się, bo mam 40l gar który stoi w kącie nieużywany, ze względu na duży odprysk.
-
W sumie to tak właśnie planowałem zrobić... Ale się rozmyśliłem. Bo ten kożuch opadłby na dno a nie wiadomo w jakiej kondycji są te drożdże, a chciałem zebrać przynajmniej słoik. Tak więc zastosowałem aktualnie rozwiązanie 2. Właściwie to bez planu ich użycia, tak więc pewnie się zamieni się w 4.
-
Dwa dni temu zmierzyłem blg: niecałe 3°Blg i gruba piana. Dałem mu więc jeszcze dwa dni i dziś chciałem przelać na cichą. Ale się zdziwiłem, bo... piana dalej gruba na centymetr. :o Nie miałem takiego efektu ani przy BPA ani przy blonde, a drożdże te same... No i co z nimi zrobić? 1. Zamieszać? Nie wiem czy to dobry pomysł... W końcu już z tydzień leżą na powierzchni... 2. Zebrać? Również nie jestem przekonany. Z tego samego powodu co powyżej. 3. Zostawić? Może same opadną? Tak myślałem przedwczoraj. Ale nie opadły, a blg spadło przez te dwa dni nieznacznie... 4. Wywalić? Chyba najlepsze rozwiązanie. Tak czy inaczej przelanie na cichą odkładam do jutra (albo dłużej) a dziś jeszcze nastawię jakiś mały starter z gęstwy scottish ale od Hasintusa - w planach jakiś lekkie szkockie z ekstraktów żeby namnożyć trochę drożdży przed cięższą pracą...
-
warka 50 - S27 witbier trochę eksperymentalny - warzona 2009/11/17 Woda: oligocen + kilka litrów kranówy (znów mi zabrakło do wysładzania) Zasyp: - pilzneński 2,8kg 54,2% (w tym 0,25kg do kleikowania płatków) - zakwaszający 0,07kg 1,4% - płatki pszenne (Sante) - 1,5kg - płatki owsiane górskie (Kupiec) - 0,4kg - mąka pszenna chlebowa (BogutynMłyn) 0,4kg Kleikowanie płatków: 12 litrów wody + 2,3kg płatków/mąki +0,25kg słodu i: - 30' 66°C - 30' 80°C - w piekarniku z termoobiegiem. - 15' 80 -> ok 75°C - wyjąłem z piekarnika żeby trochę przestygło bo sporo tego było w stosunku do gęstego zacieru na przerwie białkowej. Zacieranie: 55°C - zasyp słodów - 25' 51°C - białkowa - 60' 63°C - podjazd przez dodanie gorącego (75°C) kleiku. Wyliczyłem w miarę dobrze - temperatura ustaliła się na 63-64°C i garnek do piekarnika na 60°C. Po ok 50 minutach zamieszałem, i zrobiłem próbę jodową, ale była niepewna. - 25' 72°C - podgrzałem do 72°C i znów do piekarnika ustawionego na 70°C. Po 20 minutach próba jodowa negatywna. - 10' 76°C - podgrzanie do filtracji Trochę się obawiałem filtracji (prawie 50% surowców niesłodowanych), ale może nie była błyskawiczna (65'), ale i też się nic nie przypychało - leciało wolno ale stale. Chmielenie: - 60' - Marynka szyszki '06 - 10g - dylematy miałem straszne, ale jednak zaryzykowałem i dałem trochę tego starego chmielu - 60' - Lubelski szyszki '08 - 10g - 40' - Marynka szyszki '08 - 5g - na wszelki wypadek. Ale i tak chyba za mało, chociaż może dla mnie mało, ale dla stylu będzie ok. Przyprawy: - 20g kolendy indyjskiej - świeżo utarta w moździerzu - 20g curacao (dzięki Infam) - 30g świeżo startej skórki z 2 pomarańczy (rok temu taką ilość skórki starłem z 3 pomarańczy) Przyprawy po połowie dodane na ostatnie 10 minut oraz 3 minuty gotowania. Uwaga: przyprawy były w woreczkach muślinowych, które wyjąłem z brzeczki przed chłodzeniem. Wyszło 24l brzeczki prawie 13°Blg + 0,6l odzyskane z osadów i zabutelkowane do refermentacji. Zadane gęstwą drożdży Belgian Ardennes po S26 po 2tyg w lodówce, ożywiona odrobiną świeżej brzeczki. Niby drożdże nie-witbierowe, ale w końcu belgijskie, na pewno lepsze niż US-56 na których zrobiłem witbiera rok temu a i tak smakował na panelu.
-
Na wszelki wypadek nie będę dziękował dopóki warka nie będzie w butelkach.
-
Uff... trochę się dzieje... 1. Blonde zabutelkowane w zeszły czwartek (2009-11-12) po 10 dniach cichej. Blg spadł nieznacznie - trochę poniżej 4°Blg - powiedzmy 3,7°Blg. Do refermentacji 1,4l brzeczki 13°Blg - w przeliczeniu na glukozę powinno to dać ok 2,7g/but. Młode piwo, baaardzo smaczne. 2. Byłem dziś w uBrowar Infam i sprawdziłem moje nastawy: - porter: spadł do 12°Blg. Na razie jest dobrze: średnio 1°Blg/dzień, niechby tak jeszcze z tydzień pochodził... - ciemniaczek odfermentował do 3,5°Blg - przelałem na cichą. Trochę się ociepliło na zewnątrz i temperatura w piwnicy gdzie fermentują te piwa też się podniosła. Aktualnie dochodzi już do 12°C. 3. A wczoraj w nocy uwarzyłem moją 50 warkę. Miał być dubbel z ekstraktów i ze słodami karmelowymi, ale zachęcony dobrą oceną witbiera na panelu u Infama postanowiłem powtórzyć (prawie) tamtą warkę. Ale o tym już jutro...
-
Niezależny browar domowy "Pod Baranem"
Stasiek odpowiedział(a) na bielok temat w Zapiski piwowarów domowych
2 godziny zacierania i pozytywna próba jodowa? :o -
Dzięki, ale oj, czy to aby nie za wcześnie... godzinę temu zadałem drożdżami... żeby tylko tfu tfu nie zapeszyć...
-
No toż prawie sobie odpowiedziałaś: Nocna Marka? A ja dziś też siedzę wyjątkowo długo, bo właśnie sprzątam po warzeniu. No i wychodzi na to, że nastawiłem właśnie moją 50 warkę. :smilies: Taki, eksperymentalny witbier. Ech, fajnie... tylko jak ja jutro (tzn dziś) wstanę o 7mej rano...
-
Ale uwag w stylu "stary ser" nie dostał? Mój witbier z panelu chmielony był mieszanką marynki 3letniej (z 2005 roku) oraz 1 rocznej. A w uwagach miałem "goryczka delikatna, ale dość wyczuwalna, przyjemna". Dlatego też chciałem to powtórzyć. Wczoraj jak przeczytałem o tym "serze", to zrezygnowałem ale dzisiaj po komentarzu: się znów zacząłem zastanawiać...
-
Czes tu pisał żeby do kleikowania płatków pszenicznych dodać 10% słodu. Czy ta odrobina enzymów ze słodu ma jakoś wspomóc kleikowanie?
-
No i już sam nie wiem. Dori w artykule o chmielu pisała: A więc to nie chmiel śmierdzi serem, tylko piwo chmielone starym chmielem może tak śmierdzieć! :o To ja chyba jednak nie będę sprawdzał czy rzeczywiście tak śmierdzi i podziękuję... Tylko teraz dylemat jaki chmiel dać? Warzenie zaplanowane na jutro więc raczej nie zdążę nic kupić, a oprócz tej starej marynki mam jeszcze: - równie stary magnum - świeżutką marynkę z mojego chmielnika - równie świeży lubelski z mojego chmielnika - marynkę z zeszłego roku - lubelski z zeszłego roku - challenger granulat kupiony kilka miesięcy temu. Co radzicie? Ja się skłaniam ku mieszance zeszłorocznej marynki i lubelskiego (po 5-10g) - to na godzinę. Ew jeszcze jakaś mała porcja (5g) marynki tegorocznej na pół godziny.
-
Masz Ci los! A skąd ja mam wiedzieć czy on już przeszedł, czy też jeszcze nie doszedł do tej fazy? W każdym bądź razie dałem do powąchania jeszcze żonie, córce i bratu i zgodnie stwierdziliśmy, że ani sera ani skarpet nie czuć, więc myślę, że jutro go dam jednak do wita. Ale może na wszelki wypadek mniej niż planowałem i uzupełnię tegorocznym...
-
Witaj Jest jeszcze jeden sposób wzbogacenia smaku ekstraktów, bez dużego wydłużenia procesu: przez "parzenie" słodów karmelowych/palonych. Sposób u nas mało popularny, ale podobno piwo jest dużo lepsze niż z samego ekstraktu, a zajmuje to tylko jakieś pół godziny dłużej. Sam w ten sposób planowałem zrobić dubbela, ale chyba najpierw na warsztat pójdzie witbier ze słodów i płatków...
-
Ok, ale obojętnie "w którą stronę" robimy dekokcję, to zapis 40*->68* oznacza że za pomocą dekoktu podnosimy temperaturę z 40 do 68°C
-
Dekokcja musi być z zagotowaniem. Ja to rozumiem tak, że zacier do dekoktu odbierany jest w 40°C, a po zagotowaniu zwracany go głównego nastawu powodując przejście z 40°C do 68°C.
-
Wylać? :o Odpowiedź jest prosta: próbujesz kolego, próbujesz. Do fermentora z powrotem nie ma co wlewać - nie wiadomo czy czegoś "nie złapało" po drodze przez probówkę, ballingomerz itpl.. A przy okazji spróbowania będziesz wiedział czy jakieś cholerstwo się nie przyplątało już na tym etapie... Nie wiem czy słoiki wytrzymają - ja bym w takim przypadku wybrał chyba pety po wodzie.
-
Hehe, mi też się zdarzyło. I to akurat kiedy jechaliśmy w odwiedziny i chciałem się pochwalić chlebkiem. Ale spoko. Soliliśmy po wierzchu i nikt nie marudził. A przy okazji pieczenia bez soli - czy też mieliście taki efekt, że chleb opadł? Zrobił się taki wklęsły, ale nie był to zakalec. Wyczytałem gdzieś, że sól i olej/oliwa są dodawane do chleba nie tylko do smaku ale także jako "spowalniacz" drożdży. Tzn. bez tych spowalniaczy chleb rósłby bardzo szybko ale też zaraz by opadł. Co mi się właśnie przydarzyło. 45-55 minut w 220°C spadającej do 200°C (taki program w piekarniku) 45 minut - jeden chlebek. Wyższa temp gdy do piekarnika wkładam więcej chlebków. Ale to oczywiście nie jest stała - czasami po spojrzeniu przez szybkę daję jeszcze parę minut.
-
I chyba właśnie o to o ile większa było to pytanie.
-
Skarpetkami? Uff... Na pewno nie. Trzymany cały czas we w miarę szczelnej aluminiowej torebce. Coś jeszcze słyszałem o serze, ale też nie wydaje mi się, żeby tak śmierdział. Znalazłem w notatkach, że rok temu do witbiera dałem marynkę z 2005 roku, więc wiekiem podobną. I podobnie przechowywaną. Może i teraz zaryzykuję.